OBOWIĄZEK INFORMACYJNY

Zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 roku w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE informujemy, iż na stronie internetowej Administratora znajduje się obowiązek informacyjny (zgodnie z art. 13 RODO), w którym wskazujemy w jaki sposób Państwa dane osobowe przetwarzane są przez Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego ul. Nowy Rynek 11; 09-400 Płock. Prosimy o zapoznanie się z niniejszą klauzulą informacyjną

PLIKI COOKIES

Informujemy także, iż my i nasi partnerzy wykorzystujemy technologie, takie jak pliki cookies, i przetwarzamy dane osobowe, takie jak adresy IP i identyfikatory plików cookies, w celu spersonalizowania treści w oparciu o Twoje zainteresowania, mierzenia wydajności treści oraz uzyskiwania wglądu w odbiorców, którzy widzieli treści. Kliknij poniżej, aby wyrazić zgodę na wykorzystanie tej technologii i przetwarzanie danych osobowych w tych celach. Jeśli nie chcesz, aby pliki cookies były wykorzystywane, kliknij w link Zarządzanie cookies, aby dowiedzieć się jak je wyłączyć.

Informujemy Ciebie, że w ramach serwisu używane są także także tzw. „niezbędne” pliki cookies niezbędne do funkcjonowania strony internetowej, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywanie do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania itp. Szczegóły zawarte są w Polityce Prywatności

W przypadku pytań i wątpliwości co do zakresu przetwarzania Twoich danych przez Administratora zalecamy kontakt z Inspektorem Ochrony Danych - p. Rafałem Andrzejewskim. Kontakt: iod@teatrplock.pl, lub tel. 504 976 690.

Polityka Prywatności  |  Zarządzanie cookies
ROZUMIEM

Z Markiem Mokrowieckim, reżyserem spektaklu Bambini di Praga Bohumila Hrabala, rozmawiała Agata Majewska.

Bambini di Praga będzie po raz pierwszy wystawiane na deskach płockiego teatru. Ale pan już wcześniej zetknął się z tą sztuką.

Zrealizowałem ją w Czeskim Cieszynie, na scenie polskiej. Robiłem to na zamówienie mojego kolegi, Karola Suszki, który był tam dyrektorem. Któregoś dnia zadzwonił do mnie z propozycją. To był chyba czwartek. Powiedział: – Przyjeżdżaj, we wtorek zaczynasz próby. Ja odpowiedziałem: – Dobrze, ale czego? – Bambini di Praga. – Ale ja tego nie znam. – Przyjedziesz w poniedziałek i poznasz. Wtedy zrobiłem to ze scenografem Jurkiem Gorazdowskim, który był moim wykładowcą w szkole teatralnej w Warszawie. Podobno, gdy się dowiedział, że teraz wystawiam Bambini…, to powiedział: – Boże, jakie to ładne wtedy było. A ja nie mam sentymentu do tego przedstawienia, niemile je wspominam.

Jaka to będzie sztuka tym razem?

Bambini di Praga jest zbiorem humoresek, anegdot. Jednocześnie Hrabal pokazuje, szczególnie w finale, biedę ludzkiej egzystencji. Na to właśnie stawiam w tym przedstawieniu. Oczywiście mam nadzieję, że ludzie będą się śmiali, ale chcę też, żeby był widoczny motyw żałości ludzkiego życia. W tym przedstawieniu powtórzę taki sznyt, który zrobiłem kiedyś w Historii Partii Umiarkowanego Postępu (w Granicach Prawa) Haška. Mianowicie aktorzy będą śpiewać po czesku.

Rzecz dzieje się w 1947 roku, wtedy dojście komunistów do władzy było bardzo wyczuwalne. Jednak nie jestem w stanie oddać tego tak dokładnie. Gdybym chciał to zrobić, musiałbym rozbudować przedstawienie o sceny polityczne, a tego robić nie chcę. Wszystkie wydarzenia dzieją się na prowincji, w obwarzanku Pragi. Dwa ostatnie akty mają miejsce w Wyszehradzie, tam zaczyna się stolica Czech. Cała akcja dzieję się w środowisku, które rządzi się swoimi prawami, ma swój własny koloryt.

Hrabal bardzo dużo czerpie z rzeczywistości.

Hrabal wychodził z realizmu. Wszystko to, co opisuje, zdarzyło się, albo od kogoś to usłyszał. Poprzez swoją fantazję nadaje później temu wyższe piętra. To jest surrealistyczna groteska. To, co robi malarz albo drogista, to jest czysta fantazja. Mało to jest takich szajbusów, którzy mają swoją pasję? Siedzą zaszyci gdzieś w domach i są pogrążeni w swoim świecie? Hrabal dawał temu wyraz artystyczny.

Kiedy czytałam tę sztukę, to pomyślałam sobie, że jest trochę o tym, że bardzo trudno zmienić swoje położenie, kiedy urodzimy się w danym środowisku.

Tak jest. Czysty determinizm. W przedstawieniu chcę rozbudować noc wenecką. Pokazać żałość tych ludzi. Ludzi, którzy cały rok czekają na to jedno wydarzenie, żeby się pobawić. Takie uroki życia na prowincji.

Co takiego jest w Hrabalu?

Hrabal snuje opowieści, w której jedna wynika z drugiej. Poprzez asocjacje myślowe przechodzi w następną opowieść. Później wątki się łączą. Taki styl myślenia jest mi bardzo bliski. Kiedy coś opowiadam, często zdarza mi się zboczyć z tematu i zaczynam następną myśl, ale zwykle wracam (śmiech).

Ale z Hrabalem łączy pana coś jeszcze – kolej.

W książce Pamiętam jedynie dni słoneczne. Bohumil Hrabal w fotografii Hrabal napisał, że nie lubił się myć – to mnie właśnie z nim łączy (śmiech). Tak naprawdę to powinienem zostać kolejarzem, ukończyłem przecież technikum kolejowe, tam maturowałem. Pisarz z kolei w trakcie wojny pracował na kolei. Dzięki tej pracy powstały Pociągi pod specjalnym nadzorem. No tak, to nas łączy (śmiech).

Podobno nikt nas tak pięknie nie oszukiwał i nie czarował, jak Bohumil Hrabal.

No tak, to piękna metafizyczna prawda. Wystawiałem Hrabala dwa razy. Pamiętam, że kiedyś w Toruniu zrobiłem Rozwalony bęben. Wtedy „ożeniłem” go z tekstem mojego kolegi Marka Nowakowskiego. Był to monolog faceta, który chciał wyjechać za granicę. Później, u nas w Piekiełku, pod koniec lat 90. zrobiłem Święto przebiśniegu. Autor miał chałupkę w Kersku, pod Pragą. W opowiadaniach, które tam stworzył, opisywał swoich sąsiadów, ludzi, których spotykał szczególnie w gospodzie. Pisał o nich nierealistycznie. Owszem, wychodził z realizmu – były tam bardzo dokładne opisy – ale wszystko było spiętrzane przez jego fantazję pisarską.

Dlaczego wybrał pan Czechy i reżyserię w Pradze?

Po ukończeniu wydziału aktorstwa chciałem studiować reżyserię. Podczas studiów aktorskich często jeździłem z teatrem na wycieczki do Czech. Pamiętam, że była późna Wielkanoc, koledzy postanowili oprowadzić mnie po stolicy. Było widać Most Karola oraz wielkie sady, które pięknie kwitły na biało. Stwierdziłem wtedy, że muszę zamieszkać w tym mieście (śmiech). Zaraz po szkole teatralnej trafiłem na Scenę Polską do Czeskiego Cieszyna i tak już zostało. Moje związki z Czechami są dosyć długie.

Jest pan też miłośnikiem czeskiej literatury. Jak by pan zachęcił innych do jej czytania?

Powiem tak: każdy ma swojego konika. Marek Hass, który kończył studia w Leningradzie zachęca do czytania Rosjan, ktoś, kto miał kontakty z Francją, poleca autorów francuskich. Bez względu na to, jaki kraj wybierzemy, warto czytać zagranicznych autorów, żeby odkryć inne spojrzenia na świat.

My patrzymy na świat tak bardzo serio. U Czechów jest to znakomite podejście irracjonalne i jednocześnie z dystansem. Mają piękne poczucie humoru. Rzeczy tragiczne pokazują w inny sposób niż my. U nas jest wszystko patetyczne i z rozmachem, a Czesi dodają do tego humor. Warto się zapoznać nie tylko z literaturą czeską, ale również z kinem, świetnym kinem i teatrem. Chociaż, z tym poszukiwaniem cech narodowych przypomina mi się pewna anegdota.

Niedawno przeczytałem dziennik podróży pod Skandynawii Karela Čapka. Opowiada tam taką anegdotę o Anglii. Byłem W Anglii, w Londynie – mówi, ale nie widziałem jednego prawdziwego Anglika. Najprawdziwszy Anglik, to jest tutejszy profesor Uniwersytetu Karola w Pradze. Pali fajkę, chodzi w tweedowej marynarce. To jest Anglik.

Stereotypowy.

No tak. Czeska inteligencja też walczy z tym stereotypem, że Czechy to piwo i tzw. czeski humor.

Zaintrygowała mnie jedna informacja w pańskim życiorysie – pisze pan, że jest perypatetykiem. Co to znaczy?

Tak, jestem. Perypatetyk to ktoś, kto myśli w ruchu. Tak jak mój nieżyjący przyjaciel Marek Nowakowski, który pomysły znajdował chodząc. Marek ciągle łaził, chodził w Warszawie „na szlaku”. Szlak to jest teren od palmy (wtedy jeszcze palmy nie było) do placu Zamkowego. Często wstępował do kawiarni, za socjalizmu na Nowym Świecie też ich było pełno. Obserwował to, co się dzieje wokół niego, spotykał ludzi, rozmawiał z nimi. Ja jestem typem podobnym. Najlepsze pomysły mi wpadają, kiedy łażę. Kiedy grałem, tekstu zawsze się uczyłem chodząc. Chodziłem na spacer po prostu. Często w nocy. Parę razy z tego powodu zatrzymała mnie policja na Skarpie. Podejrzewali, że chcę coś obrobić. Tak, najlepiej mi się myśli w ruchu, w przyrodzie.

Dziękuję za rozmowę.

Opracowanie: Monika Mioduszewska-Olszewska
Korekta: Weronika Bogdan

Agata Majewska – studentka lingwistyki praktycznej i copywritingu na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.