3 kwietnia zapraszamy na premierę na Scenie Piekiełko. Gdyby można było... to wspólny projekt Sylwii Krawiec i Szymona Cempury. O sztuce opowiadają sami twórcy.

Szymon: Gdyby można było przewidzieć, że jeden telefon wprowadzi tyle zamieszania… pozytywnego, na szczęście. Dzień roboczy, irytujący dźwięk komórki w przerwie przedstawienia. „Panie Szymonie, przyjdzie pan w najbliższym czasie do nas do muzeum”. Dzwoni dyrektor Muzeum Żydów Mazowieckich pan Mariusz Wojtalewicz.  Przybiegam, terminarz napięty. Wraz z panem Mariuszem czeka pani Barbara Rydzewska. Wręczają mi kopię książki Heleny Bodek pt. „Jak tropione zwierzęta”.  Pani Barbara odkryła tę książkę w czeluściach biblioteki w Łodzi. Chce zorganizować publiczne czytanie fragmentów. Wertuję strony, tematyka wciągająca, sposób narracji autorki wyjątkowy. „Kogo chcę wziąć do współpracy? Kto wcieli się w Helenkę Bodek? Sylwia Krawcówna!” Zgoda! Kolejne spotkanie, już we czworo…

Krawcówna: Na tym spotkaniu szybko okazało się, że książka jest zbyt interesująca i ważna, by tylko przeczytać wybrane fragmenty. Helenka Bodek była tak niezwykłą osobą, że się nią zafascynowałam - jej optymizmem, siłą i niezwykłą nadzieją, że mimo okrucieństw wojny, w końcu będzie lepiej. Poczuliśmy nieodpartą chęć nadania tekstowi chociaż w delikatnym stopniu rysów teatralnych. Zaczęliśmy myśleć o adaptacji, która zawarłaby najważniejsze dla nas losy młodej, niezwykle odważnej Żydówki. Dużą siłą tego tekstu jest to, że Helenka rzeczywistość wojenną ukazuje w niestandardowych barwach, niczego nie uwzniośla, nie ocenia, tylko opisuje, jak było.

Szymon: Istnieją tematy niewygodne, ale przecież historia jest pisana faktami, nie interpretacjami! Wojenne losy Helenki i jej bliskich są niezwykłe, a niektóre opowieści nadają się na scenariusz filmowy z racji nieprawdopodobnych zwrotów akcji. Jeszcze przed premierą stworzyliśmy na kanwie książki ilustrację teatralną do wystawy fotografii pana Jana Chądzyńskiego pt. „Żydzi Raciąscy” w Centrum Kultury w Raciążu. Widzowie słuchali nas bez względu na wiek, co udowodniło nam, że należy zabierać głos w trudnych sprawach. Opowieść Helenki rozegrała się w Płocku, Żychlinie, Kutnie, Gąbinie, Bielsku, Drobinie, Raciążu, Strzegowie, Włocławku…  czyli obok nas! Ta historia dotyczy nas bardziej niż byśmy sobie to mogli wyobrazić.

Krawcówna: To jest aż niebywałe, że te wszystkie dramatyczne wojenne losy przetrwała osoba mająca niecałe dwadzieścia lat. Helenka powinna przecież kochać, tańczyć, bawić się, śmiać, spotykać z przyjaciółmi, a nie uciekać przed śmiercią. Jej radość jest czymś, co pozwoliło przeżyć również jej matce. Znamienne są słowa, które Helenka często przytacza za Kasprowiczem: „Błogosławieni ci, którzy w trakcie gromów nie utracili równowagi ducha”. Chcemy tę historię opowiadać dorosłym i młodym ludziom, bo nawet nie zdajemy sobie sprawy, jakie mamy szczęście, że dzisiaj piekło wojny bezpośrednio nas nie dotyczy. Żałujemy tylko, że nie możemy dotrzeć do zdjęć Helenki. Wypowiadamy jej słowa, opowiadamy jej historię, wiemy jak wyglądali najbliżsi przyjaciele, ojciec, a sama Helenka jest dla nas zagadką.

Szymon: Tak! Nie wiemy, jak autorka wyglądała. Z pomocą pani Barbary Rydzewskiej i pana Adama Kotkiewicza dotarliśmy do jej prawdziwego nazwiska - Chaja Cynamon. Odkryliśmy fragmentarycznie jej powojenne losy, ale wciąż jesteśmy ciekawi tego, czego jeszcze doświadczyła. Kto wie, może jakimś cudem kiedyś uda nam się dotrzeć do jej bliskich?

Krawcówna: Czujemy, że spektakl rozpoczyna przygodę, która nie wiadomo, gdzie nas zaprowadzi, że będziemy Helenkę poznawać wspólnie z widzami! Mamy nadzieję, że pojawimy się w miejscach bliskich i ważnych dla niej. To nie tylko Płock, ale również rodzinny Żychlin czy Kutno - miejsce pożegnania z ojcem albo Włocławek - związany z jej ukochanym Andrzejkiem… miasta i miasteczka, w których ta wojenna historia się wydarzyła. 

Szymon: Chcemy wędrować z naszym spektaklem, aby dać nie tylko ważną lekcję historii, ale również człowieczeństwa, ponieważ Helenka bardzo wnikliwie i uczciwie przybliża postawy ludzkie. Nie są one schematyczne, nie zależą od narodowości czy przynależności jednostki do danej społeczności. Są indywidualne.

Krawcówna: Owszem. Historia jest silnie zanurzona w kulturze żydowskiej, ale szybko poczuliśmy, że ma wartość uniwersalną. Opowiada o kondycji ludzkiej. Helence pomimo tego, że była żydówką, pomógł nawet esesman. Człowiek w tej historii i jego ludzkie odruchy są najważniejsze.

Szymon: Helena mówi niezwykle ważne słowa: „Inteligencja stara się nam pomagać, a motłoch jest arogancki i natarczywy”. To dowodzi, że obydwaj najeźdźcy mordując polską inteligencję planowali pozbawić nasz naród kręgosłupa moralnego.

Krawcówna: Dodam jeszcze, że w trakcie pracy nad spektaklem poczuliśmy, że były takie momenty w życiu Helenki, które trzeba wręcz wyśpiewać, podkreślić muzyką i tak narodził się pomysł współpracy z pianistą Krzysztofem Jaszczakiem i klarnecistą Mirosławem Romejko. Ważne było jednak, żeby muzyka, scenografia i kostiumy nie zdominowały tego, co najważniejsze, czyli słów Helenki.

Szymon: Zdecydowaliśmy się więc na jeden utwór, który swoją treścią i przekazem zaprasza widza do szerszego spojrzenia na temat żydowski. Nawiązujemy do czasów powojennych, by zadać pytanie, czy jeżeli nie zmienimy nic w sposobie myślenia to, historia groźnie nie będzie cały czas zataczała koła?

Krawcówna: Żeby się dowiedzieć, co to za utwór i jakich losów doświadczyła Helenka, trzeba nas odwiedzić w teatrze. Spektakl pt. „Gdyby można było…” na scenie „Piekiełko” już od 3 kwietnia.

Krawcówna i Szymon: Zapraszamy!

Fot. Sylwii: Adam Kotkiewicz
Fot. Szymona: Jacek Czuryło